Obiad za 1300! Co jest do chuja!?

Jeśli mam być szczery, w głęboką zadumę wprawia mnie fakt, że minister finansów z ministrem spraw zagranicznych wydają na obiad 1352 złote. To jest o 53 złote więcej, niż ja będę miał na miesiąc i więcej niż większość emerytów ma co miesiąc na życie, przez całe życie… do końca…

Właściwie co sobie myślą tacy ludzie?

W barze Pośpiech można smacznie zjeść. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

W barze Pośpiech można smacznie zjeść. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Nie chcę brzmieć obłudnie, ktoś może mieć wyobrażenie o mnie bóg wie jakie… że mnie stać, że mam pieniądze, że wydaję… ale nie. Nie mam pieniędzy i nie wydaję. Kwota 1352 za obiad na dwie osoby jest dla mnie abstrakcją. Od lat.

Owszem, kiedyś… dawno temu, gdy pracowałem dla dużej amerykańskiej korporacji jadało się i wydawało się… Ale jadało się grupami, z klientami, a rachunki szły na konto ludzi, których można było wskazać z imienia i nazwiska, wliczane były do rachunku ekonomicznego firmy i ktoś musiał je podpisać, ktoś zatwierdzić. Ktoś mógł o nie zapytać, a w razie czego kogoś za nie wywalić.

Pamiętam, że w najlepszych czasach kariery zawodowej, kiedy jeszcze zarabiałem, wydałem na obiad dla czterech osób 850 złotych. Prywatnie. Ale to było nadal dużo mniej, niż wydają ci dwaj panowie z kasy pancernej ministerstwa… Z kasy publicznej.

Że minister powinien mieć prawo? Niby dlaczego właściwie?

Tak patrzę na tych emerytów, których poznaję… ilu tam filologów, inżynierów, poetów, marzycieli! Ludzi ze wszech miar wartościowych. Czy oni nie zasłużyli na obiad za 1352 złote? Czym ministrowie są od nich lepsi?

Nie jest łatwo być bogatym w Polsce. Nie jest zwyczajnie jeździć drogim samochodem i mieszkać w ekskluzywnej dzielnicy, kupować do domu drogie sprzęty i jeść na mieście za tysiące… nie jest łatwo, bo zewsząt ktoś patrzy… bo za płotem restauracji stoją jacyś inni ludzie, ci biedni. Ci bez grosza, ci, z których zrobiliśmy dziadów.

Co się myśli, gdy się płaci 1352 złote za obiad, wiedząc, że wokół są miliony ludzi, dla których taki rachunek stanowi koszt całego miesiąca życia. Czy smakują wtedy te ośmiorniczki i to wino? kiedy się pije za cudze? Co się czuje, gdy po takim obiedzie jedzie się przez miasto w klimatyzowanym samochodzie i się patrzy na tych ludzi na ulicy – tych z siatami, tych z laskami, tych, którzy chodzą o kulach? Co się myśli, gdy się wspomina mamę na wsi, ojca w hucie, wujka na zasiłku? Może człowiek myśli wtedy, że zasłużył, że jest jakoś lepszy? bo był sprytniejszy, mądrzejszy, bo jest z lepszych genów?

Trudno to mówić i nie brzmieć obłudnie… A jednak trzeba się zdobyć na tę odwagę i zacząć to mówić. Trzeba może zacząć rezygnować z czegoś, doceniać coś, współczuć bardziej.

Belka, Sikorski, Rostowski i Sienkiewicz wprowadzili do języka dyplomacji nowe słowa, stworzyli nowy język. Tymże językiem powiem im więc: co jest do chuja, panowie? Kogo wy chcecie wydymać? Siebie dymacie! – krzyknę jak Gogol.

Kuchnia u Wojtka, lat 84. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Kuchnia u Wojtka, lat 84. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

—————–

Od 1 lipca przez miesiąc będę żył za 1600 złotych, czyli za tyle ile ma na życie większość polskich emerytów.

Fajny artykuł?
[ratings]