Wniebowzięci z Lubartowskiej. Lublin

Do Lublina pojechałem na zaproszenie Szymona Pietrasiewicza, który wymyślił projekt rewitalizacji „niepokojących” przestrzeni miejskich w Lublinie poprzez obecność artystów. Rewiry, Pracownia Sztuki Zaangażowanej.

Do Lublina pojechałem z Roksaną.

Roksana. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Roksana. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Lubartowska to jedna z historycznych ulic Lublina, będąca kiedyś jedną z głównych ulic miasta żydowskiego. Dziś jest to ulica podupadła, zdewastowana, z przedwojennymi kamienicami komunalnymi, w których mieszkają ludzie rozczarowani rzeczywistością. Dość powiedzieć, że podczas mojego pobytu na tej ulicy na strychu powiesił się dwudziestokilkuletni chłopak.

Dużo tu przemocy, alkoholu, interesów półświatka i zwyczajnej biedy. Ludzie żyją pobliskim bazarem i ulicą.

Chłopcy reagują na aparat niechętnie. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Chłopcy reagują na aparat niechętnie. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Znalazłem się na Lubartowskiej. Wśród ludzi. Ludzi, których nie znałem, a których od razu polubiłem. Polubiłem ich za to kim byli, czym byli i gdzie byli. Widziałem w nich anioły z połamanymi skrzydłami.

Okruchy tych skrzydeł podnosiłem z ziemi. Odnajdowałem je na klatkach schodowych, na ścianach i pod papą dachów.

Rodzina zastana przy Lubartowskiej. Podwórko. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Rodzina zastana przy Lubartowskiej. Podwórko. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na fotelu siedzi chłopiec. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na fotelu siedzi chłopiec. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej można wchodzić na dachy, co lubiłem robić. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej można wchodzić na dachy, co lubiłem robić. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

U gościa z zewnątrz Lubartowska wyłania społeczne fobie: strach się tu zapuszczać, strach kogoś zagadnąć, strach wyciągnąć aparat fotograficzny, wyróżnić się. Ja byłem witany pokrzykiwaniem, śmiechami lub frontalnymi komentarzami typu: jebany pedał! Początki rozmów były zazwyczaj takie same: „lepiej od razu pokaż odznakę i powiedz, że jesteś z policji”.

Z Lubartowskiej widać całe miasto. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Z Lubartowskiej widać całe miasto. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

 

Artysta, kombinator. Rysunek naścienny. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Artysta, kombinator. Rysunek naścienny. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Szybko się jednak okazało, że ludzie Lubartowskiej są bardzo serdeczni, chętnie rozmawiają, głośno się śmieją. „Wszyscy się tu znają, wszyscy ze sobą rozmawiają, nikt nikomu nie ufa – taka prawda” – jak to ujął ktoś. Są też bardzo zainteresowani przybyszami z innego świata. Choć niektórzy młodzi deklarują, że chcieliby się wyrwać, to jednak większość mieszkańców ma silne poczucie więzi z ulicą. Lubartowska stanowi dla nich oś świata, wokół której kręci się abstrakcyjny i niepoznawalny wszechświat. Czują też, że ich ulica została zapomniana, opuszczona. Chcieliby, żeby było lepiej, ale nie mają pomysłu, jak to można osiągnąć.

Przy Lubartowskiej są ogrodnicy. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Przy Lubartowskiej są ogrodnicy. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Lubartowska jest własnym wszechświatem. Zawiera się w samej sobie. Sama sobie wystarcza. Z Lubartowskiej nie widać nic, poza Lubartowską.

Każda jaskinia ma swojego artystę. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Każda jaskinia ma swojego artystę. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Głośno krzyczę, kocham cię! Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Głośno krzyczę, kocham cię! Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Przez pobite okna widać świat. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Przez pobite okna widać świat. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Trawka chuj? Ciekawe. Chuj bardziej z fajką się kojarzy, niż trawką. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Trawka chuj? Ciekawe. Chuj bardziej z fajką się kojarzy, niż trawką. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

 

Na Lubartowskiej jest i minimal art. Mural. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej jest i minimal art. Mural. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Psycha mi siada. Czy to tobie też? Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Psycha mi siada. Czy to tobie też? Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Pięknie zadizajnowany napis. HWDP na pomarańczowych drzwiach. Klasa. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Pięknie zadizajnowany napis. HWDP na pomarańczowych drzwiach. Klasa. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Tak może wyglądać pięknie pomalowana klatka schodowa. Wyobraźmy sobie, że zostaje odkryta za 30 000 lat. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Tak może wyglądać pięknie pomalowana klatka schodowa. Wyobraźmy sobie, że zostaje odkryta za 30 000 lat. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej zmysł estetyczny dotyczy także krat. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej zmysł estetyczny dotyczy także krat. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej sztuka przenosi się na ręce. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej sztuka przenosi się na ręce. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

W barze Pośpiech można smacznie zjeść. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

W barze Pośpiech można smacznie zjeść. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Szefowa baru Pośpiech. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Szefowa baru Pośpiech. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Cała nadzieja skupia się na dzieciach. Sobą rozczarowani, pozbawieni złudzeń co do swojej przyszłości, statusu, upatrują możliwość zmiany w dzieciach. Działania skierowane do nich uważają za w gruncie rzeczy bezcelowe. Nie ma sensu robić czegoś dla dorosłych, ci już są „straceni”. Dorośli „spadli w przepaść Lubartowskiej na zawsze”. Dla dzieciaków coś, o! to ma sens!

Mamy bawią się z dziećmi, rozmawiają, palą papierosy. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Mamy bawią się z dziećmi, rozmawiają, palą papierosy. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Ulica jak ulica. Ma swoje prawa, swój nastrój. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Ulica jak ulica. Ma swoje prawa, swój nastrój. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej są piękne dziewczyny. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na Lubartowskiej są piękne dziewczyny. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Pijak w Lublinie. Zapłaciłem mu za to zdjęcie 20 złotych. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Pijak w Lublinie. Zapłaciłem mu za to zdjęcie 20 złotych. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Taką miłą okularnicę spotkałem. Miała na imię Paula. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Taką miłą okularnicę spotkałem. Miała na imię Paula. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Z taką twarzą trzeba się urodzić. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Z taką twarzą trzeba się urodzić. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Dziewczynki w Lublinie. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Dziewczynki w Lublinie. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Krawcowa na Lubartowskiej ma wyczucie kolorów. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Krawcowa na Lubartowskiej ma wyczucie kolorów. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Maszyna do szycia. Piękny obiekt. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Maszyna do szycia. Piękny obiekt. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Szymon Pietrasiewicz, kurator i animator kultury. Lublin. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Szymon Pietrasiewicz, kurator i animator kultury. Lublin. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Rewiry to pomysł Szymona Pietrasiewicza z Centrum Kultury w Lublinie. Ma on pewną utopijną wizję rewitalizacji obszarów zaniedbanych społecznie poprzez kulturę i działania artystyczne. Kiedy na zaproszenie Szymona pojawiłem się na Lubartowskiej, miałem wrażenie, że idę ulicą pełną połamanych skrzydeł, wsród ludzi odartych z iluzji, mocno stąpających po ziemi, przytłoczonych codziennością. Pomyślałem sobie, że jest to cudowny kontekst do zrealizowania mojego odwiecznego snu o lataniu.

Szymona zaprosiłem na dachy Lubartowskiej. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Szymona zaprosiłem na dachy Lubartowskiej. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Szymon, Ania i Marek w popularnej lublińskiej pijalni piwa. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Szymon, Ania i Marek w popularnej lublińskiej pijalni piwa. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

 

Moja sąsiadka z Lubartowskiej. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Moja sąsiadka z Lubartowskiej. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Być może to był romans... Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Być może to był romans… Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Oto i ja. Na dachu w Lublinie. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Oto i ja. Na dachu w Lublinie. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Dzień, w którym postawiłem dźwig. Pod balkonem. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Dzień, w którym postawiłem dźwig. Pod balkonem. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Czekamy, aż chmury przejdą. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Czekamy, aż chmury przejdą. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Ania. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Ania. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

A z dołu patrzyły na nas dzieci. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

A z dołu patrzyły na nas dzieci. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Lecą! Pierwsza leci Julia. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Lecą! Pierwsza leci Julia. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Lubartowska wykrystalizowała wiele pytań, które ostatnio zadaję sam sobie: w jakim momencie życia się znajduję? Co się stało z moimi marzeniami? Czy moja wiara w samego siebie jest nadal niezachwiana? Czy potrafię ciągle czerpać radość z wolności, latania, swobody, czy też zaczynam rozglądać się za miejscem do lądowania, zaczynam bać się upadku, w oczy zagląda mi strach przed katastrofą? Czy potrafię być naiwny? Jaka jest siła moich własnych marzeń? Pomyślałem, że Lubartowska i ci ludzie tu, na dole, pomogą mi znaleźć odpowiedzi.

Dźwig wynosił ludzi naprawdę wysoko. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Dźwig wynosił ludzi naprawdę wysoko. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Każdy miał szansę wzbić się ponad dachy Lubartowskiej. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Każdy miał szansę wzbić się ponad dachy Lubartowskiej. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

„Wniebowzięci z Lubartowskiej” to pomysł by swobodnie wzbić się ponad dachy dzielnicy. Chciałem postawić dźwig wznoszący ramię na sto metrów w górę (trzy razy wysokość jedenastopiętrowego bloku), który miał spuścić linę wprost z nieba na jedno z zapuszczonych podwórek i wyciągać z niego ludzi do lotu ponad miastem. Przy tak wielkim dźwigu długość ramienia wystarcza, by maszyna stanęła za linią kamienic i była niewidoczna z podwórka na którym rozgrywa się akcja. Moglibyśmy wtedy spuścić linę „prosto z nieba”. Przy realizacji projektu okazało się jednak, że Lublin ma ochotę dopasować te wizje „do siebie” i wielkość dźwigu uległa redukcji. Najpierw do 60 metrów, następnie do 35 metrów zasięgu ramienia. Nie było więc już możliwości ukrycia dźwigu przed publicznością.

Lecji Janusz. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Lecji Janusz. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

A kiedy to będzie? – to najczęściej towarzyszące mi pytanie, podczas całego pobytu na Lubartowskiej. Niezależnie od tego, jak często powtarzałem: „w niedzielę od szesnastej”, jak wiele informacji w prasie, w radiu i w telewizji się pojawiało, ile plakatów powiesiliśmy na ulicy, zawsze i nieodmiennie witało mnie pytanie: a kiedy to będzie? Podejrzewam, że w tym pytaniu kryje się coś więcej, niż tylko prośba o informację. Jest w nim zawarta prawda na temat natury czasu na Lubartowskiej: rzeczywistość zlana jest tu w jedną homogeniczną codzienność. Czas nie ma chronologii, nie jest zrytmizowany wydarzeniami, jest raczej amorficzną przestrzenią, w której rozgrywa się trwanie. Bez znaczenia, czy do wydarzenia są trzy dni, jutro, czy dwie godziny, pytanie „a kiedy to będzie?” ma tę samą wartość: określa jakiś trudny do zlokalizowania punkt poza czasem. Gdy dźwig już stał i uprzęże zostały podłączone, podeszła do mnie jakaś dziewczyna i zapytała: a kiedy to będzie?

Dopiero ogłoszenie początku imprezy i pojawienie się na dachu wielkiego ptaka spowodowało zbiorowy przeskok w fazę snu, która na Lubartowskiej związana jest z „dzianiem się”.

Na dachach stały kobiety w pięknych strojach. Widać je było tylko z lotu ptaka. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na dachach stały kobiety w pięknych strojach. Widać je było tylko z lotu ptaka. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Ci, którzy zostali na ziemi, nigdy się nie dowiedzieli, że na dachach pojawiły się kolorowe postaci.

Tak to wyglądało z dołu. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Tak to wyglądało z dołu. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Lecia Maria. Odważna. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Lecia Maria. Odważna. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Niech pan przyjedzie za tydzień i znowu coś zrobi! Kiedy znowu będzie pan na Lubartowskiej? – takie żadania i pytania pojawiły się na koniec. Nigdy – odpowiadalem. Czemu nigdy? – pytali. Gdyż do dyspozycji jest cały świat – odpowiadałem.

Julia nad miastem. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Julia nad miastem. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Leci niejaki Serek. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Leci niejaki Serek. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Leci Andrzej. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Leci Andrzej. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Po imprezie wszystko wraca do normy. Julia nad miastem. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Po imprezie wszystko wraca do normy. Julia nad miastem. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na dachach stali tacy dziwni ludzie. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Na dachach stali tacy dziwni ludzie. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

 

Fajny artykuł?
[ratings]