Dlaczego dziennikarstwo jest tylko o złych faktach?

Wielu moich znajomych zastanawia się, czy nie otworzyć serwisu z dobrymi wiadomościami. Tyle wokół dobra, a w mediach tylko przemoc, głód i nędza – zmieńmy to, mówią. Ale być może tego się nie da zmienić, gdyż dziennikarstwo wyrasta właśnie z potrzeby informowania o zagrożeniach?

Sam jestem zmęczony złymi newsami, szczególnie, że wokół siebie widzę wiele przykładów postaw heroicznych, pięknych – świat wypełnia się miłością, o której chciałoby się informować. Ale czy można tego oczekiwać od dziennikarstwa? Czy rzeczywiście chcemy takich historii na głównych stronach dzienników? Co by było, gdyby dzienniki zaczęły nam serwować historie o tym, jak jest fajnie i miło? Czy nie poczulibyśmy się naprawdę zaniepokojeni?

Sisters. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Sięgnijmy do ilustracji. Posłużą mi do tego surykatki – małe afrykańskie ssaki, które żyją w społecznych grupach złożonych z kilkunastu osobników. Ciekawa jest ich technika polowań, która zresztą jest właściwa dla wielu gatunków zwierząt: podczas gdy grupa żeruje, kilku ochotników stoi na czatach i wypatruje zagrożeń.

Jak wiadomo z prehistorii, społeczeństwa ludzkie wyrastają ze społeczeństw gryzoni – małych stworzonek, które są właściwie bezbronne w starciu z większymi drapieżnikami – to z nich rozwinęła się cała masa gatunków ssaków od waleni do ludzi. Gryzonie mają kilka cech istotnych – są małe i płochliwe. Mają wielkie czujne oczy, które pozwalają im obserwować prawie cały świat dookoła. Co chwilę muszą uciekać, gdyż poluje na nie cała masa paskudnych stworzeń, takich jak ptaki i węże. Czyż my, ludzie nie jesteśmy jakimś ogniwem pośrednim pomiędzy wielkimi drapieżnikami, a płochliwymi myszami? Być może surykatka siedząca na drzewie i wypatrująca zagrożeń to jest właśnie protoplasta dziennikarza?

 

Tak długo, jak wszystko jest w porządku i grupa surykatek może swobodnie zajmować się swoimi sprawami, tak długo patrolująca surykatka milczy. Jednak, gdy pojawi się szakal, zaczyna szczekać – pisać do gazety…

Naturalnym stanem społeczności ludzkiej jest dobro, współdziałanie i wzajemne zaufanie – co zresztą pokazuje codzienne otoczenie większości z nas. Żyjemy w dość bezpiecznych rodzinach, otoczeni zaufaniem i miłością. Kiedy ktoś zrobi nam przyjemny masaż nie lecimy z tym po klatce wrzeszcząc: uwaga, miałem masaż! Co innego, jak zacznie się palić. Być może więc w sposób nagły (szybki) informujemy się tylko o tym, co złe, gdyż są to istotne informacje dla członków naszej społeczności o potencjalnych zagrożeniach, pozwalające przygotować się na obronę? Informowanie o „dobru” jest więc społecznie niepotrzebne – a przynajmniej nie w zakresie ostrzegania – nie tego oczekujemy od surykatki siedzącej na czatach: wyobraźmy sobie, że zamiast wypatrywać szakala postanawia zaprezentować swój dorobek poetycki. Musiałaby utracić orientację, a co za tym idzie, straciłaby istotną społeczną funkcję i mogłaby doprowadzić do katastrofy.

Siostry. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Wyobraźmy sobie poniedziałkowe wydanie Gazety Wyborczej, w której zamiast o wojnie w Syrii, wzroście cen paliw i gwałcie w Koszalinie dowiadujemy się o tym, jak miło spędzili wieczór Kowalscy, kto komu pomógł wnieść zakupy na czwarte piętro, oraz że Heniek zreperował zęby. Czy nie wpadlibyśmy w popłoch, uznając, że nasza surykatka oślepła?

Czy więc dobro nie jest istotne? Oczywiście, że jest, ale może należy go oczekiwać na innym poziomie, to znaczy na poziomie mitu, opowieści. Być może później, po całym dniu pracowitego wyszukiwania skorpionów, surykatki spotykają się w swoich norach na wyskubywanie pcheł i opowiadają sobie o bohaterskich postawach, kochają się przy kominkach, śpiewają sobie pieśni i snują marzenia? Może rolę opowieści o dobru stanowią historie właśnie, mity, legendy, opowieści scalające wspólnotę wokół wartości i postaw pożądanych, bohaterskich. Innymi słowy, być może obok newsów ostrzegawczych – czyli dziennikarstwa, które ma swoją określoną rolę – istnieje inna kategoria komunikacji, w której uczestniczymy, gdy idziemy do kina, teatru, kościoła lub muzeum, czyli gdy uczestniczymy w tak zwanej kulturze.

Może należy dokonać rozróżnienia tych dwóch rzeczy, by nie mieć pretensji do dziennikarstwa, że nie jest filmem obyczajowym, legendą rycerską czy operą narodową. Dziennikarze mają nas informować o tym, co nam zagraża. I tyle.

Inna sprawa jest taka, że wiele z zagrożeń, które raportuje współczesne dziennikarstwo jest fikcyjnych lub wymyślonych. Strach przeniósł się na poziom symboliczny. Dziennikarstwo wkracza w sferę manipulacji (czyli społecznej magii, szamaństwa), a więc jest narzędziem utrzymywania lub zdobywania władzy. Wiele newsów powstaje tylko po to, by wprowadzić nas w błąd i wywołać porządane reakcje. Nasza ocena takich zachowań jest jednak intuicyjnie negatywna – czemu? wystarczy to odnieść do surykatek – co by zrobiły surykatki, gdyby odkryły, że ta, postawiona na drzewie, szczeka ostrzegawczo tylko po to, by zagarnąć dla siebie cały łup, lub drze ryja bez powodu, tylko po to, by nas wkurwić?

Fajny artykuł?
[ratings]