Powód #11: olśniła mnie Warszawa

Na początku roku postanowiłem sobie, że codziennie napiszę o czymś, co sprawiło, że choć przez chwilę poczułem się szczęśliwy. Dostrzegam brzemię odpowiedzialności: jak wybrać coś, co jest piękne, a nie banalne, ważne dla mnie, a jednak nie zagmatwane – zrozumiałe…

Powód #11: jestem szczęśliwy, bo olśniła mnie Warszawa!

Zielony wieżowiec. Wola, Warszawa. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Choć mógłbym też napisać, że poczułem się szczęśliwy zupełnie bez powodu… Może byłoby jeszcze lepiej. Ale taki powód zostawię sobie na później, gdyż muszę trochę głębiej pomyśleć nad fenomenem „szczęścia bez powodu”. Z jakiego powodu czuję się szczęśliwy, gdy jestem szczęśliwy bez powodu!? 🙂

Czy mówiłem już, że nie jest łatwo pisać o szczęściu, gdyż trudno pojąć, czym ono jest? Trzeba jakoś szczęście odróżnić od radości, od zaskoczenia, od głupawki. Bo szczęście przecież brzmi jakoś poważniej – tak dogłębniej… Trzeba uważać, żeby nie stworzyć listy wesołych zdarzeń. Szczęście to chyba jakaś refleksja jeszcze, albo refleksja tylko, gdyż może być doczepiona do czegoś smutnego…

Ale dziś olśniła mnie Warszawa. Dałem się wziąć z zaskoczenia, jak dziecko – podjechałem na Wolę, na spotkanie w Hiltonie. Byłem za wcześnie, miałem kilkanaście minut zapasu i nagle w oczy wpadł mi iluminowany wieżowiec – lśnił jak choinka od stóp do głów. A ja stałem jak kobyła przed wrotami i zastanawiałem się, czemu świeci na zielono! Gdyby chcieć wywołać zjawisko świetlne o tej skali, ile trzeba by się natrudzić! A tu stoi… Odwróciłem głowę w drugą stronę, a tam zjawisk świetlnych kontynuacja!

Warsaw Spire. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Warsaw Spire – gigantoniczna konstrukcja w środku Woli, która przecież niedawno jeszcze trupem zasłana zionęła pustką. A tu coś takiego, taka feria, taka skala!

Wchodzę w środek tych drzewek migoczących, patrzę w środku lodowisko stoi, na którym kręcą się łyżwiarki do muzyki. Po bokach nowoczesne fasady, w których urządzono restauracje, na pierwszy rzut oka z rozmachem berlińskim. Stoję pośród tych nowych warszawskich pieniędzy i myślę sobie: może jednak tego nie dało się zabić, nie można było tego rozwalić, Warszawa jest wieczna!

Może tej Warszawie do pięt nie dorastają te inne wieczne miasta niby Rzym, czy Ateny – bo czyż one miały takich pogromców jak my? Czy przeciągnęły się po nich walce historii w tę i nazad, czy musiały się podnosić jak ona z popiołów?

I ta myśl napełniła mnie szczęściem. Że żyję w takim mieście niezłomnym, które kiedyś zdruzgotane dziś strzela w niebo migoczącymi latarniami i ma tę czelność, by w środek wstawić ślizgawkę. Jakaż inna jest ta dzisiejsza Warszawa od tej, która mnie przyjęła w 1995 roku z chińską budą i skarpetami w szczękach. Dobrze jest wiedzieć, że w tej Warszawie jest i Spire i Wojtek, lat 89, który żyjąc w biedzie snuje swe przebogate historie o przeszłości.

Modernistyczne wnętrze. Warsaw Spire. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Czego się nauczyłem:

  • Szczęście to nie radość – może pojawić się także w cierpieniu. Już wiem, że szczęście wiąże się z refleksją;

  • Niepohamowana siła wzrastania, upór życia – zatopienie w tym daje szczęście. 

  • Poddać się zachwytowi – to szczęście

Kocham Warszawę. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Fajny artykuł?
[ratings]