Jupitery za skrzynkę wódki!

Na przełomie lat 50. i 60. obiekty Legii przechodziły gruntowną renowację. Głównym punktem prac był oczywiście stadion. Jednym z rewolucyjnych rozwiązań miało być zamontowanie sztucznego oświetlenia. Nawet w porównaniu z największymi piłkarskiego świata wojskowi nie byli zacofani. Montaż masztów i lamp miał miejsce w 1960 roku, a więc trzy lata później niż na obiekcie Realu Madryt.

Mecz z Aarhus był nie tyle zwycięski na boisku, ale był też zwieńczeniem tygodni ciężkiej i pełnej ciekawych historii pracy. Chyba już nigdy zakładaniu oświetlenia na stadionie nie będzie towarzyszyć tyle niesamowitych wydarzeń.

Pułkownik leci do Moskwy

Najciekawsza i zarazem niezwykle groteskowa jest historia pozyskania samych lamp. Pułkownik Edward Potorejko (sekretarz generalny klubu) podczas wyprawy do Moskwy zorientował się, że w stolicy Związku Radzieckiego wymieniono lampy na stadionie Spartaka i stare reflektory wraz z trudno dostępnymi żarówkami zapewne zalegają gdzieś w magazynie.

Niebawem ruszył więc do Moskwy ponownie, tym razem wraz ze… skrzynką wódki, którą miał ofiarować w zamian za stare reflektory. Na miejscu okazało się, że nie tylko starych, ale i nowych sztuk u Rosjan dostatek. Ci, widząc zaangażowanie i prezent z naszej strony, postanowili Legii przekazać nowe lampy.

Ludzie na wysokościach

Skoro pojawił się materiał, potrzebni byli jeszcze ludzie, którzy go zamontują i przygotują do regularnego użytkowania. Nimi byli ludzie zatrudnieni w Budomontażu, dla których często była to pierwsza poważna praca w życiu. Aby była ona efektywna, zostali oni zakwaterowani w hotelu przy ulicy Szczęśliwickiej.

Praca przebiegała w bardzo dobrej atmosferze. Panowie pracujący na wysokości lubili zalotnie puszczać „zajączki” za pomocą lusterek do pań kąpiących się tuż obok, na basenie wyremontowanym kilkanaście miesięcy wcześniej. Z tego powodu nieraz dostawali reprymendy od szefostwa, ale trzeba przyznać, że owe młodzieńcze wygłupy sprawiały im sporo radości.

Warto też wspomnieć o starym magazynie nart, który został przez elektryków znaleziony podczas drobnych prac w budynku klubowym. Pozwoliło go odkryć uszkodzenie jednej ze ścian.

Mecz pod wysokim napięciem

Jako że bezpieczniki znajdowały się na szczycie słupów, tuż przy reflektorach, a nie przy ziemi, to niektórzy z elektryków na wypadek nagłej awarii cały mecz z Aarhus spędzili wiele metrów nad ziemią, oglądając spotkanie piłkarskie z nieznanej dotąd perspektywy.

Skromne zwycięstwo nie pozwoliło Legii awansować do następnej rundy (zadecydowała porażka 0:3 na wyjeździe), jednak dla samych pracowników nie miało to wielkiego znaczenia. Podopieczni Kazimierza Górskiego byli dla wielu z nich bohaterami, dotychczas znanymi głównie z gazet. Kolejny mecz przy sztucznym oświetleniu rozegrano przy Łazienkowskiej dopiero w sierpniu 1961roku. Do Warszawy przyjechał wtedy Górnik Zabrze.

Pierwsze oświetlenie w stolicy posiadało moc 800 luxów. Dziś, na nowym stadionie, wynosi ona 2000 luxów, co daje możliwość realizacji transmisji w jakości HD. Co ciekawe, w 2004 roku odbyła się jeszcze jedna zmiana reflektorów, na takie o natężeniu 1400 luksów.

I właśnie one nie wytrzymały napięcia i w trakcie meczu eliminacji Euro 2008 reprezentacji Polski z Kazachstanem, przy stanie 0:1, zgasły. Ekipa Leo Beenhakkera grała fatalnie, ale gdy usunięto awarię, rozstrzelał się Euzebiusz Smolarek, który skończył mecz z hat trickiem, a biało-czerwoni zainkasowali kluczowe 3 punkty.

Odpoczynek w muzeum

Dziś stare reflektory można oglądać w klubowym muzeum. Tam też możemy zobaczyć zdjęcia wykonane podczas montażu oświetlenia. W naszym kraju powstaje obecnie wiele nowych stadionów, a co za tym idzie, także montuje się nowoczesne systemy oświetleniowe. Jednak zapewne żadne z nich nie przebędą takiej drogi i nie zgromadzą tylu ciekawych historii, jak to pierwsze oświetlenie w stolicy – na stadionie przy Łazienkowskiej.

*Większość artykułu powstała na bazie wspomnień dziadka autora tego tekstu – śp. Mariana Chłystka
*Na podstawie artykułu portalu sport.pl

Fajny artykuł?
[ratings]