Powód #20: mój stary przeżył operację

Wczoraj ojciec zadzwonił do mnie, mówiąc, że idzie dziś na operację przepukliny. Niby nic groźnego, ale narkoza i w ogóle. W jego głosie wyczułem strach. Zwyczajny strach, że nie przetrwa…

Powód #20: jestem szczęśliwy, bo mój stary przeżył operację.

Edwin. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

To nie była łatwa relacja. Mój ojciec i ja. Stary jest cholerykiem i często się wkurwiał. Mam mu wiele za złe, kiedyś miałem żal. Jeszcze wcześniej nie chciałem na niego patrzeć. Ale dziś już mnie nie wkurza. Minęło tyle lat, że wyrosłem z niego. Jest jak Godzilla, której bałem się w latach osiemdziesiątych, a dziś mam do niej sentyment.

Ale stary to coś więcej, niż plakat na ścianie. Stary to stary. Stary to stwórca, niejako. Te wszystkie skojarzenia ojca z Bogiem, ze Stwórcą, coś w sobie mają. Jak sobie w końcu wyobrazić Boga, jeśli nie jako ojca? Jako krzew gorejący? jako wiatr co nad doliną? nie! Wiadomo, że pierwsze skojarzenie jest ze starym. I to skojarzenie powielane jest przez kulturę od ostatniego zlodowacenia. Wiadomo, że matka – jasne, oczywiście, nic nie umniejszam – ale rola ojca w Stworzeniu jest jednak jakaś bardziej metaforyczna, trudniejsza do pojęcia – ojciec pozostaje odleglejszy.

I potem jak ojciec bierze pasa i leje po dupie, to człowiek ma tym silniejsze wyobrażenie Boga. Boga karzącego. Kto wie zresztą, czy to skojarzenie nie bierze się właśnie stąd, że któryś z biblistów dostał rzemiennym pasem na gołe cztery litery. A metafizyka wzięła się stąd, że jak potem biblista zapytał tatę, za co dostał, to mu ojciec powiedział: ty już wiesz za co. Taki biblista musiał wtedy się zadziwić mądrością ojca i wykoncypować pojęcie grzechu…

No więc mój ojciec mnie lał. Miałem więc silne przekonanie, że ojciec jest jak Bóg. Co prawda, jak dorosłem i ojciec nie mógł już mnie bić, to nabrałem dla niego pogardy, ale odcisnął na mnie poważne piętno. I ten ojciec mój, ten Bóg, dzwoni do mnie i mówi, że się boi, że wykituje na stole operacyjnym. Nie skleja mi się to z ojcem karzącym, silnym, ziejącym siarką i ogniem. To jest ojciec słaby, poszukujący schronienia w moich ramionach – właściwie niczym syn.

Pamiętam go ze Świąt – upłynął niecały miesiąc. Był taki mniejszy, drobniejszy, słabiutki. Mógłbym go zabić jednym ciosem gdybym chciał. Ale ta moja siła w zetknięciu z jego słabością wydała mi się niewłaściwa. Niestosowna. Nie chciałem jej. W sumie chciałbym, żeby ojciec ciągle był silniejszy.

Cieszę się, że przeżył. Że jest, że oddycha. Niech żyje, ten mój stary Stary. Ciągle jest mi potrzebny.

Czego się nauczyłem?

Że stary Stary lepszy niż żaden Stary. 

Fajny artykuł?
[ratings]