Oblałam

Skończyły mi się pieniądze, zostały tylko grosze, które wydam na chleb lub na jajka (w zależności od potrzeby). Mam 3 kg ziemniaków, szczypior z cebuli, dużo makaronu, śmietanę, pieczarki, włoszczyznę (Marek miał gotować obiad, ale nie dotarł), ser żółty, kawałek kiełbasy. Te zapasy na dziesięć dni mi wystarczą, a potem wypłata.

Wczoraj było słabo, dlatego nie napisałam nic na bloga. Oblałam egzamin. Ustny. U kobiety, której się bałam. Gdy ją zobaczyłam zmiękły mi nogi, a język się poplątał. Postąpiła trochę nie fair, ale nie chcę o tym pisać, bo w sumie, nie ma to znaczenia. Widzimy się na drugim terminie, to się widzimy, po co drążyć?

Inna kwestia, że wczoraj dostałam mandat. Głowę bym dała, że mam migawkę (bilet miesięczny po łódzku) do dzisiaj, a kontroler powiedział, że ważność skończyła się tydzień temu. Aż w automacie sprawdziłam, bo mu nie wierzyłam. Miał rację. Nie wiem, jak to się stało, ale widocznie tak musiało być.

Natomiast dzisiaj, w drodze do pracy być może uratowałam życie dziewczyny. Jak wsiadłam do tramwaju od razu ją zauważyłam. Płakała, kuliła się i płakała. Usiadłam po przeciwnej stronie, obserwowałam ją.Często obserwuję ludzi. Widzę na ich twarzach kalejdoskop emocji. Rzadko kiedy podchodzę, pocieszam. Boję się ludzi.

Wyglądała na taką, co niby porządna, ale ze złego domu. Taka dziewczyna, która na pewno ma swoją niesamowitość wrażliwość, ale chowa ją pod płachtą grzechów codziennych. Takie osoby nie są lubiane, często mają konflikty z prawem.

W końcu, gdy już było widać, że jest z nią źle i nie płacze, dlatego, bo zostawił ją chłopak, tylko coś ją boli, podeszłam zapytać, co się stało? Powiedziała, że jest po dopalaczach, wszystko ją boli. Zapytałam, czy jest w stanie wysiąść (poczekałabym z nią na karetkę). Nie była. Na kolejny przystanku przeszłam do motorniczego i poprosiłam o interwencję. Wezwał pogotowie. Przez nas tramwaj stał przez dwadzieścia minut.

Ogólnie miło zaskoczyła mnie reakcja pasażerów. Było widać, że są uprzejmie zainteresowani losem dziewczyny, nikt nie krytykował, nie oceniał, nie mówił, że dziewczyna nie taka, to niech zdycha. Wszyscy zachowali takt.

Nie uścisnie mi ręki prezydent, nie zostanę zgłoszona na Obywatela Miesiąca. Nie chcę tego. Podobnych historii w moim życiu parę było. Uważam, że pomaganie to mój obowiązek. Jestem do tego stworzona. Wszyscy jesteśmy, tylko nie wszyscy o tym wiedzą.

Może dlatego, zwykła uprzejmość jest często odbierana jako coś niezwykłego, ludzie się promują na tym, że zrobili zakupy bezdomnemu. Kilka razy w życiu kupiłam bezdomnym pożywienie. Nigdy nie robiłam z tego sensacji. Nawet chyba w domu o tym nie wspominałam. Dla mnie to było tak normalne, jak ustąpienie staruszce miejsca w autobusie.

Oczywiście, wśród głodnych i potrzebujących znajdują się oszuści. Ostatnio w centrum miasta zaczepiła mnie dwójka młodych ludzi, wyglądali na niepełnoletnich. Opowiedzieli wzruszającą historię o tym, że są spod Łodzi, ale spotkało ich nieszczęście, bo zostali okradzeni. Byli na policji, ale stróże prawa byli tak nieuprzejmi, że nawet nie zawiadomili ich rodzin. Potrzebowali pieniędzy na powrót.

Kiedyś bym im uwierzyła, ale wraz z nabraniem doświadczenia i przebywaniem wśród różnych ludzi zrozumiałam, że łatwo rozpoznać narkomana. Oni byli narkomanami i to nie ulegało wątpliwości. Potrzebowali na powrót do świata odlotów.

Inna historia, kobieta w średnim wieku. Wychudzona. Stała pod sklepem prosząc o jedzenie dla dzieci. Ludzie kupowali. Jej arogancja (brakuje mi innego słowa) była tak wielka, że kilka metrów od tego sklepu siedziała wieczorami ze swoim konkubentem, obydwoje nachlani w cztery…. strony świata.

Nie wiem, co robiła z jedzeniem, ale na pewno nie trafiało ono do niczyich dzieci.

Pomimo tych doświadczeń i wykorzystania mojego dobrego serca, nie skreślam żadnego człowieka, który być może potrzebuje pomocy. Wolę dać się kilka razy nabrać, niż raz skreślić kogo w potrzebie.

Fajny artykuł?
[ratings]