Warszawski junk

Chodzę po Warszawie z aparatem. Patrzę. Czasami coś widzę. Czasami nie widzę nic. Czasami zamykam oczy, gdyż nie chcę już widzieć. W Warszawie mieszkam od 1995 roku – jeśli to ma jakieś znaczenie. A ma. Dla mnie.  

Oszołomieni Warszawiacy patrzą na antyfaszystów

To tytuł tego zdjęcia. Ale może też i podsumowanie zjawiska? Takie w sumie miałem wrażenie… że manifestacja antyfaszystów przeszła przez pustkę. Z daleka groźnie to wyglądało. Ciemny pokrzykujący tłum. Spóźniłem się chwilę, więc dotarłem gdy pochód już się uformował i podążał. Ale w związku z tym przez dłuższą chwilę nie mogłem się zorientować, kim są ci ludzie. Czy to antyfaszyści, których szukałem, czy wręcz przeciwnie…

Marsz Niepodległości 2015

Byłem dziś na marszu niepodległości i mnie olśniło: to nie jest erupcja nacjonalizmu i ksenofobii, tu nie chodzi o patriotyzm i Polskę, tu chodzi o manifestację obecności klasowej. Proszę mi wybaczyć marksistowski język, ale trudno od niego uciec. Otóż marsz niepodległości to w istocie manifestacja klasy „Masa”. Opisałem już marsz antyfaszystów, który mnie sfrustrował, czułem się więc w obowiązku pójść na marsz narodowców.

Kilka portretów

Lubię patrzeć na ludzi. Dziwią mnie. Mają twarze – to jest być może ich najbardziej niepokojąca cecha. Twarze ciągle coś wyrażają – są w tym nieustające i niestrudzone. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie sam fakt, że posiadam twarz, wystarczy, by nie wychodzić z domu. Czasami dopada mnie fobia twarzy. Wtedy skrywam

Niepokojące sytuacje

Często mam przy sobie aparat, więc zdarza mi się sfotografować coś, co zazwyczaj się nie zdarza. Czasami też proszę aktorów, z którymi pracuję, by ustawili się do zdjęcia i coś zapozowali – tak jak na zdjęciu powyżej.

Lubię chodzić po stoczni

Kiedyś stocznia gdańska była niedostępna. Za murami toczyła się gwarna budowa. Dźwigi i suwnice rozgarniały chmury. Dziś jest spokojniej. Można wejść, pozwiedzać. Co prawda można natknąć się na ciecia, który przegoni, ale można też godzinami wspinać się na stare konstrukcje nie spotkawszy nikogo.  

Gdańsk to piękne miejsce

Bywam w Gdańsku rzadziej niż bym chciał. A przecież stąd pochodzę. Mam to miasto we krwi, a jednak go nie znam. Moja mam je zna. Spędziła w nim całe swoje dorosłe i zawodowe życie, poznając je od podszewki. Dosłownie. Zajmowała się jego odbudową ze zgliszczy wojennych. Tereny na Przeróbce są niepokojące i fascynujące. Za fasadą, którą widać na zdjęciu powyżej,